Kiedy byłam nastolatką, miałam może 16 czy 17 lat, śniło mi się, że na psim targu zakupiłam bardzo stary pierścień z szafirowym oczkiem. Był to ogromnych rozmiarów, kiczowaty, ześniedziały pierścień, nie bardzo nawet pasujący do drobnych dłoni nastolatki. Ale wzięłam go bez zastanowienia, coś mnie tknęło do kupna owego pierścienia. Coś tam w środku mnie podpowiadało, że powinnam stać się jego właścicielką. Był też spełnieniem mojego marzenia z dzieciństwa, kiedy to oglądałam czechosłowacką bajkę "Arabella". To właśnie magiczny pierścień Arabelli był obiektem westchnień i pragnień niejednej dziewczynki, w tym także mnie.
Zadowolona z zakupu wróciłam do domu. Moje nowe świecidełko było oczywiście powodem drwin domowników. Nic jednak sobie z tych docinek nie robiłam. Miałam swój pierścień i nic mi nie było w stanie popsuć świetnego humoru. Przynajmniej w tamtej chwili tak mi sie wydawało. Bo kilka godzin później dowiedziałam się, że rodzice nie zgodzili się na mój wyjazd do Grecji, z kolegami z klasy na kolonie letnie. Marzenia o poznaniu kultury tego kraju prysły jak bańka mydlana. byłam pełna rozpaczy i rozżalona na cały świat a zwłaszcza na rodziców, że nie stać ich na wypoczynek dla swojej pociechy. Skoro innych kolegów stać na wyjazd, to dlaczego nie mnie? Już miałam w oczach wizję kolegów opowiadających z wypiekami na twarzy o tych wszystkich atrakcjach związanych z wypoczynkiem w Grecji. A ja stojąc obok ze łzami w oczach przysłuchuję się z zazdrością tym opowieściom.
Zostałam sama ze swoim bólem, bo nikt, nawet moje starsze rodzeństwo nie potrafiło zrozumieć mojej beznadziejnej sytuacji (Grecja była dla mnie wtedy najważniejsza). Zamknęłam się w pokoju i szlochałam do poduszki. Wtedy to spojrzałam na mój nowy nabytek i pomyślałam, dlaczego takie czary jak w bajce nie istnieją w rzeczywistości. Dla zgrywu pomyślałam życzenie i przekręciłam trzy razy pierścień wokół palca. I nagle jakoś dziwnie sie poczułam. Miałam mroczki przed oczami i dziwnie kręciło mi się w głowie. Nie wiem chyba zemdlałam... A gdy sie obudziłam stwierdziłam, że jestem w obcym mi miejscu. Jakaś dziwna komnata, surowe białe ściany, drewniana podłoga, intensywne promienie słoneczne zaglądające do okna. Gdzie moje plakaty z ulubionymi zespołami muzycznymi, gdzie ukochane pluszaki? Wybiegłam przerażona z pokoju wołając rodziców.Ku mojemu zdziwieniu i jeszcze większemu zdziwieniu mojej rodziny zorientowałam się, że jestem w domu. Tylko to był jakiś inny, obcy dom. Wszystko nowe, nieznane, tylko domownicy ci sami. Szybko zorientowałam się, co się stało. Nie mogłam uwierzyć , że to dzieje się naprawdę. Ja byłam w Grecji. Mało powiedziane, ja tam mieszkałam, żyłam, to był mój dom rodzinny. Cieszyłam się jak dziecko, mało tego, z tej radości wykonałam taniec plemienny, co wywołało dezorientację na twarzach rodziców. Pierścień działał. Hurra....byłam posiadaczką magicznego pierścienia Arabelli. To dopiero będę opowiadać koleżankom o Grecji. Ich wrażenia z kolonii nie będą porównywalne do moich opowieści. byłam przeszczęśliwa.
Od razu zapragnęłam zwiedzić cały świat. Bo skoro udało mi się z Grecją, to dlaczego ma się nie udać z innymi krajami? I za każdym razem, gdy już nasyciłam sie kulturą jakiegoś kraju, kiedy pomyślałam o nowym zakątku świata do zdobycia i przekręciłam pierścień trzy razy wokół palca, znajdowałam się razem z rodziną w upragnionym miejscu. I ten stary kiczowaty pierścień był przepustką do tych marzeń.
Szkoda tylko, że takie rzeczy dzieją się tylko w snach. A takie bajeczne sny nie chcą się powtórzyć po raz drugi.../LinG

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz