Byłam ja i kilku znajomych. Większości nie znam. Zazwyczaj śnią mi się ludzie,których w rzeczywistości na oczy nie widziałam.
Był na pewno chłopak,w którym kochałam się niemal całe gimnazjum, nazwijmy go Michał. Oczywiście we śnie miał postać już straszą, taką jaką czasami mijam na ulicy=]
Musieliśmy się gdzieś dostać,na początku nie było jasne gdzie. Droga prowadziła przez jakąś dżunglę czy las. W nocy. Ciemno, zimno, wilgotno, bardzo nieprzyjemnie. Drogi były momentami jakoś podświetlone, nie mam pojęcia jakim cudem. Wciąż musieliśmy dokonać wyboru – iść prosto czy w prawo. W końcu trzeba było skręcić w prawo,ale nie każda droga w prawo była bezpieczna,więc często decydowaliśmy się iść prosto, aby to ryzyko zostawić na później.
Ostatecznie zdecydowałam,że musimy skręciliśmy w prawo, nie możemy iść w nieskończoność. W tym "korytarzu" trafiliśmy na gady,węże. Wszędzie. Jeden próbował mnie ukąsić, długi i zielony, syczący - ale ktoś wystawił ku niemu kij,wąż się wokół niego obkręcił i został wyrzucony. Strach czułam jak prawdziwy.Po przejściu drogi kolejna przeszkoda – zasygnalizowana siarczystym przekleństwem któregoś z nas - nie ma drogi,jest woda. Trzeba płynąć. W końcu znaleźliśmy się u celu. W jakimś mieście. Mówili,że to Poznań. Ale nie wyglądało na Poznań. Miało piękne stare budowle, niemal jak z piernika. Stanęliśmy pod jakimś blokiem i zastanawialiśmy się u kogo ze znajomych nocować. W końcu kogoś wybraliśmy. Weszłam do pokoju, w którym był Michał i jakaś dziewczyna. Robiła placki do tortilli. Michał powiedział,że u niej mam nocować. Nocowałam. Nad ranem popatrzyłam przez okno. Zobaczyłam jakiegoś słonia i niedźwiedzia opalających się na brzeg morza. Było to tak normalne, jak zwyczajny widok z okna - nie zaprzątnełam sobie nim głowy i wyszłam z pokoju. Poszłam do pokoju Michał. Zawołał mnie ku sobie. Położyłam się na nim,objął mnie i pocałował. Było cudownie. Jego włosy pachniały tak realnie, usta smakowały tak jak zawsze sobie wyobrażałam . Rozmawialiśmy, całowaliśmy się. W końcu przyszła do niego jakaś wiadomość na gg. Musiał iść. Nagle wszyscy musieliśmy iść. Poszłam jeszcze do tej dziewczyny i zjadłam placek tortilli. To był najsmaczniejszy placek tortilli jaki kiedykolwiek jadłam, z jego oddechem na moich ustach i szyi./LinG
Był na pewno chłopak,w którym kochałam się niemal całe gimnazjum, nazwijmy go Michał. Oczywiście we śnie miał postać już straszą, taką jaką czasami mijam na ulicy=]
Musieliśmy się gdzieś dostać,na początku nie było jasne gdzie. Droga prowadziła przez jakąś dżunglę czy las. W nocy. Ciemno, zimno, wilgotno, bardzo nieprzyjemnie. Drogi były momentami jakoś podświetlone, nie mam pojęcia jakim cudem. Wciąż musieliśmy dokonać wyboru – iść prosto czy w prawo. W końcu trzeba było skręcić w prawo,ale nie każda droga w prawo była bezpieczna,więc często decydowaliśmy się iść prosto, aby to ryzyko zostawić na później.
Ostatecznie zdecydowałam,że musimy skręciliśmy w prawo, nie możemy iść w nieskończoność. W tym "korytarzu" trafiliśmy na gady,węże. Wszędzie. Jeden próbował mnie ukąsić, długi i zielony, syczący - ale ktoś wystawił ku niemu kij,wąż się wokół niego obkręcił i został wyrzucony. Strach czułam jak prawdziwy.Po przejściu drogi kolejna przeszkoda – zasygnalizowana siarczystym przekleństwem któregoś z nas - nie ma drogi,jest woda. Trzeba płynąć. W końcu znaleźliśmy się u celu. W jakimś mieście. Mówili,że to Poznań. Ale nie wyglądało na Poznań. Miało piękne stare budowle, niemal jak z piernika. Stanęliśmy pod jakimś blokiem i zastanawialiśmy się u kogo ze znajomych nocować. W końcu kogoś wybraliśmy. Weszłam do pokoju, w którym był Michał i jakaś dziewczyna. Robiła placki do tortilli. Michał powiedział,że u niej mam nocować. Nocowałam. Nad ranem popatrzyłam przez okno. Zobaczyłam jakiegoś słonia i niedźwiedzia opalających się na brzeg morza. Było to tak normalne, jak zwyczajny widok z okna - nie zaprzątnełam sobie nim głowy i wyszłam z pokoju. Poszłam do pokoju Michał. Zawołał mnie ku sobie. Położyłam się na nim,objął mnie i pocałował. Było cudownie. Jego włosy pachniały tak realnie, usta smakowały tak jak zawsze sobie wyobrażałam . Rozmawialiśmy, całowaliśmy się. W końcu przyszła do niego jakaś wiadomość na gg. Musiał iść. Nagle wszyscy musieliśmy iść. Poszłam jeszcze do tej dziewczyny i zjadłam placek tortilli. To był najsmaczniejszy placek tortilli jaki kiedykolwiek jadłam, z jego oddechem na moich ustach i szyi./LinG

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz