czwartek, 5 marca 2015

Trip

Byłam ja i kilku znajomych. Większości nie znam. Zazwyczaj śnią mi się ludzie,których w rzeczywistości na oczy nie widziałam.
Był na pewno chłopak,w którym kochałam się niemal całe gimnazjum, nazwijmy go Michał. Oczywiście we śnie miał postać już straszą, taką jaką czasami mijam na ulicy=]
Musieliśmy się gdzieś dostać,na początku nie było jasne gdzie. Droga prowadziła przez jakąś dżunglę czy las. W nocy. Ciemno, zimno, wilgotno, bardzo nieprzyjemnie. Drogi były momentami jakoś podświetlone, nie mam pojęcia jakim cudem. Wciąż musieliśmy dokonać wyboru – iść prosto czy w prawo. W końcu trzeba było skręcić w prawo,ale nie każda droga w prawo była bezpieczna,więc często decydowaliśmy się iść prosto, aby to ryzyko zostawić na później.
Ostatecznie zdecydowałam,że musimy skręciliśmy w prawo, nie możemy iść w nieskończoność. W tym "korytarzu" trafiliśmy na gady,węże. Wszędzie. Jeden próbował mnie ukąsić, długi i zielony, syczący - ale ktoś wystawił ku niemu kij,wąż się wokół niego obkręcił i został wyrzucony. Strach czułam jak prawdziwy.Po przejściu drogi kolejna przeszkoda – zasygnalizowana siarczystym przekleństwem któregoś z nas - nie ma drogi,jest woda. Trzeba płynąć. 
W końcu znaleźliśmy się u celu. W jakimś mieście. Mówili,że to Poznań. Ale nie wyglądało na Poznań. Miało piękne stare budowle, niemal jak z piernika. Stanęliśmy pod jakimś blokiem i zastanawialiśmy się u kogo ze znajomych nocować. W końcu kogoś wybraliśmy. Weszłam do pokoju, w którym był Michał i jakaś dziewczyna. Robiła placki do tortilli. Michał powiedział,że u niej mam nocować. Nocowałam. Nad ranem popatrzyłam przez okno. Zobaczyłam jakiegoś słonia i niedźwiedzia opalających się na brzeg morza. Było to tak normalne, jak zwyczajny widok z okna - nie zaprzątnełam sobie nim głowy i wyszłam z pokoju. Poszłam do pokoju Michał. Zawołał mnie ku sobie. Położyłam się na nim,objął mnie i pocałował. Było cudownie. Jego włosy pachniały tak realnie, usta smakowały tak jak zawsze sobie wyobrażałam . Rozmawialiśmy, całowaliśmy się. W końcu przyszła do niego jakaś wiadomość na gg. Musiał iść. Nagle wszyscy musieliśmy iść. Poszłam jeszcze do tej dziewczyny i zjadłam placek tortilli. To był najsmaczniejszy placek tortilli jaki kiedykolwiek jadłam, z jego oddechem na moich ustach i szyi./LinG

Latający Dywan

Pewnego razu wróciłem ze szkoły bardzo zmęczony.Zdjąłem cięzki plecak i poszedłem się zdrzemnąć.Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem, że jestem na latającym dywanie.Po chwili zacząłem szybować nim wśród chmur.Nagle zauważyłem płaczącego chłopca.Podleciałem do malca zapytać się co sie stało.Chłopiec odpowiadał jak sie bawił piłką i utknęła mu na drzewie.Bez chwili namysłu pomogłem mu zdjąć piłke z wyskokiego drzewa.Chłopiec ucieszył się, a ja poleciałem dalej.Podczas lotu zastanawiałem sie czy ktoś jeszcze nie będzie potrzebuje mojej pomocy.Wypatrywałem czy nic sie nie dzieje do okoła, aż zauważyłem tonącą kobietę.Czym prędzej poleciałem pomóc biednej nieszczęśniczce.Złapałem ją za rękę i pewnym mocnym ruchem wyciągnąłem ją z wody po czym poleciałem z nią na suchy ląd.Kobieta podziękowała mi bardzo mocno i uścisnęła na pożegnanie.Nagle wszystko zaczęło się obracać i spowrotem znalazłem się w swoim domu.Czułem się odprężony i wypoczęty żałowałem że nie mogłem zostać tam na dłużej.Lecz teraz musze brać się za lekcje bo jutro czeka mnie kolejny dzień w szkole./LinG

Ręka Boga

Pewnego dnia położyłem się prędko spać. Była dziwna noc. Księżyć swiecił, lecz zdawało mi się, że jakby lekko przygasał i znów tryskał promieniami słonecznymi. Byłem bardzo zmęczony, ostatnio pomagałem dziadkowi na wsi, więc zasnąłem w mgnieniu oka. Nie wiedziałem gdzie jestem. Nagle obudziłem się, jakby w mojej głowie. Coś sprawiło, że się nie bałem - ltoś mnie dotknął ciepłą, suchą dłonią. Nie mogłem jednak zobaczyć postaci. Była gęsta mgła, ledwo co widziałem drogę na której stałem. Nagle ktos szybko porwał mnie, leciałem z prędkością światła. Czułem się jak w raju. Nagle zatrzymałem się, dryfowałem w powietrzu. Było to nieziemskie uczucie. Z góry spoglądłem na mój dom. Leciałem w przestworzach, moje włosy lekko muskał wicher, a ja unosiłem sie nad światem. Potrafiłem latać, nie mogłem uwierzyć w to, lecz JEDNAK TO POTRAFIŁEM! Obrałem sobie za cel przelecenie całego świata. Azję, Afrykę, obie Ameryki i z powrotem do domu, do Europy. Leciałem bardzo szybko, bo w podświadomości myślałem, że niedługo miał nastapić poranek i jak codzień miałem udać do szkoły - szara rzeczywistość. Przelatując zobaczyłem wiele zabytków architektonicznych, architektur wiele, dużo zwierząt, roślin, oraz zapierające dech w piersiach wodospady, góry, krajobrazy. Najbardziej urzekły mnie góry, bo mam do nich wielki sentyment. Zawsze, gdy mi źle powracam myślami do czasów dzieciństwa i wspomianm wspinaczki w góry - razem z dziadkami. Na samym końcu odwiedziłem kraje III Świata. Dzieci tam były naprawde ubogie i chude. Podarowałem im trochę jedzenia - które podczas przelatywania Azji porwałem z drzew. Trochę jedzenia, pajdke chleba ze smalcem i dzieci stały sie uradowane. Kiedy się obudziłem zmieniłem swoje postępowanie i od tej pory pomagam ubogim, chorym, starym, trędowatym - by świat stawał się lepszy. Jednak takie sny mogą czegoś nauczyć. A co do postaci, która mnie dotknęła - musiał to być Bóg - który ocknął mnie z szarej rzeczywistości, ale nie ukazał swego Oblicza i Majestatu. Nawrócił mnie na dobrą drogę. Ten sen był doświadczeniem, które mnie czegoś nauczyło, ale również umoralniło./LinG

Pierścień

Kiedy byłam nastolatką, miałam może 16 czy 17 lat, śniło mi się, że na psim targu zakupiłam bardzo stary pierścień z szafirowym oczkiem. Był to ogromnych rozmiarów, kiczowaty, ześniedziały pierścień, nie bardzo nawet pasujący do drobnych dłoni nastolatki. Ale wzięłam go bez zastanowienia, coś mnie tknęło do kupna owego pierścienia. Coś tam w środku mnie podpowiadało, że powinnam stać się jego właścicielką. Był też spełnieniem mojego marzenia z dzieciństwa, kiedy to oglądałam czechosłowacką bajkę "Arabella". To właśnie magiczny pierścień Arabelli był obiektem westchnień i pragnień niejednej dziewczynki, w tym także mnie.
Zadowolona z zakupu wróciłam do domu. Moje nowe świecidełko było oczywiście powodem drwin domowników. Nic jednak sobie z tych docinek nie robiłam. Miałam swój pierścień i nic mi nie było w stanie popsuć świetnego humoru. Przynajmniej w tamtej chwili tak mi sie wydawało. Bo kilka godzin później dowiedziałam się, że rodzice nie zgodzili się na mój wyjazd do Grecji, z kolegami z klasy na kolonie letnie. Marzenia o poznaniu kultury tego kraju prysły jak bańka mydlana. byłam pełna rozpaczy i rozżalona na cały świat a zwłaszcza na rodziców, że nie stać ich na wypoczynek dla swojej pociechy. Skoro innych kolegów stać na wyjazd, to dlaczego nie mnie? Już miałam w oczach wizję kolegów opowiadających z wypiekami na twarzy o tych wszystkich atrakcjach związanych z wypoczynkiem w Grecji. A ja stojąc obok ze łzami w oczach przysłuchuję się z zazdrością tym opowieściom.
Zostałam sama ze swoim bólem, bo nikt, nawet moje starsze rodzeństwo nie potrafiło zrozumieć mojej beznadziejnej sytuacji (Grecja była dla mnie wtedy najważniejsza). Zamknęłam się w pokoju i szlochałam do poduszki. Wtedy to spojrzałam na mój nowy nabytek i pomyślałam, dlaczego takie czary jak w bajce nie istnieją w rzeczywistości. Dla zgrywu pomyślałam życzenie i przekręciłam trzy razy pierścień wokół palca. I nagle jakoś dziwnie sie poczułam. Miałam mroczki przed oczami i dziwnie kręciło mi się w głowie. Nie wiem chyba zemdlałam... A gdy sie obudziłam stwierdziłam, że jestem w obcym mi miejscu. Jakaś dziwna komnata, surowe białe ściany, drewniana podłoga, intensywne promienie słoneczne zaglądające do okna. Gdzie moje plakaty z ulubionymi zespołami muzycznymi, gdzie ukochane pluszaki? Wybiegłam przerażona z pokoju wołając rodziców.Ku mojemu zdziwieniu i jeszcze większemu zdziwieniu mojej rodziny zorientowałam się, że jestem w domu. Tylko to był jakiś inny, obcy dom. Wszystko nowe, nieznane, tylko domownicy ci sami. Szybko zorientowałam się, co się stało. Nie mogłam uwierzyć , że to dzieje się naprawdę. Ja byłam w Grecji. Mało powiedziane, ja tam mieszkałam, żyłam, to był mój dom rodzinny. Cieszyłam się jak dziecko, mało tego, z tej radości wykonałam taniec plemienny, co wywołało dezorientację na twarzach rodziców. Pierścień działał. Hurra....byłam posiadaczką magicznego pierścienia Arabelli. To dopiero będę opowiadać koleżankom o Grecji. Ich wrażenia z kolonii nie będą porównywalne do moich opowieści. byłam przeszczęśliwa. 
Od razu zapragnęłam zwiedzić cały świat. Bo skoro udało mi się z Grecją, to dlaczego ma się nie udać z innymi krajami? I za każdym razem, gdy już nasyciłam sie kulturą jakiegoś kraju, kiedy pomyślałam o nowym zakątku świata do zdobycia i przekręciłam pierścień trzy razy wokół palca, znajdowałam się razem z rodziną w upragnionym miejscu. I ten stary kiczowaty pierścień był przepustką do tych marzeń.
Szkoda tylko, że takie rzeczy dzieją się tylko w snach. A takie bajeczne sny nie chcą się powtórzyć po raz drugi.../LinG

Murzyn

Ja dziś miałem zabawny sen Emotikon smile
Śniło mi się, że idę ze znajomymi jakąś halą gdzie była wystawa sztuki bardzo nowoczesnej. Rozmawialiśmy o głupotach, w pewnym momencie zacząłem coś opowiadać o murzynach. Pech chciał, że w tym samym momencie z naprzeciwka pojawiła się młoda murzynka (no bardziej mulatka), która jak tylko usłyszała moje słowo "murzyn" zrobiła minę pobitego psa, a wszyscy ludzie dookoła zaczęli na mnie dziwnie patrzeć. Ja zgłupiałem, bo przecież nic nie zrobiłem, tamta płacze, ludzie ją pocieszają. Więc ja zacząłem się bronić mówiąc: "przecież nic nie zrobiłem, powiedziałem jedynie "murzyn" - zwykłe słowo, nie obraźliwie. Może i owszem, jak byłem dzieckiem mogłem się dziwić, że niektórzy mają czarną skórę, ale... to nie robi ze mnie rasisty". Na co murzynka odpowiedziała "przepraszam" i obdarzyła mnie chyba najpiękniejszym uśmiechem w życiu. :) /LinG

Żółw

Pewnej nocy przyśnił mi się bardzo dziwny sen......
Jechałam z moją rodziną samochodem ok. 100 km/h. Rozmawialiśmy na temat moich ocen, o szkole i na wiele innych tematów. Droga którą jechaliśmy była pusta, choć jechaliśmy przez duże miasto. Dziwiliśmy się czemu w godzinach szczytu nikogo nie ma w mieście, była tylko pustka i cisza. Nagle zza jakiegoś budynku wyszedł wielki zółw i zaczął nas gonić. Mój tata zaczął jechać jak najszybciej sie tylko dało, lecz żółw był coraz bliżej. Baliśmy się niesamowicie. Nagle moja mama nacisnęł jakiś guzik i samochód uniósł się w powietrze, a wściekły żółw został na ziemi. Lecieliśmy nad miastami, jeziorami, rzekami, gdy nagle zaatakował nas orzeł. Teraz byliśmy już pewni, że zginiemy w jego szponach, lecz nasz samochód zaczął spadać w dół. Zaczeliśmy krzyczeć: " Ratunku, ratunku!". Spadaliśymy do wody, a nasz samochód zamienił się w okręt podwodny. Nie wiedzieliśmy czy mamy się cieszyć czy mamy płakać. Znaleźliśmy się w kropce. Płyneliśmy jakieś dwie godziny. Nikt sie nie odzywał, ponieważ każdy myślał nad minionymi zdarzeniami. Po jakimś czasie usłyszeliśmy dziwne odgłosy, to były piranie. Zaczęły osiadać nasz samochód. Ich pisk był nie do wytrzymania. Moja mama i mój tata zemdleli. Zostałam sama z piskiem pirani, gdy nagle obudziłam się...... Byłam uszcześliwiona że, to był tylko sen. Przy śniadaniu opowiedziałam sen moim rodzicom. Razem się z niego śmieliśmy. Sen się nigdy więcej już nie powtórzył
. /LinG